A mimo to, od zawsze, gdzieś z tyłu głowy chodziła mi myśl, że muszę być lepsza od innych. Muszę mieć wyższą średnią. Lepiej mówić. Więcej wiedzieć. Zrobić lepszy projekt. W krytycznym momencie nawet wygląd traktowałam jako element bycia ponad innymi. Powoli popadałam w jakiś obłęd a każdą porażkę - choćby niewiele znaczącą - przyjmowałam z płaczem. Obracanie się wśród ludzi, którzy okazywali się lepsi w jakichś dziedzinach, doprowadzało mnie do złości, bo uświadamiali mi jak wiele jeszcze nie umiem. To w tym czasie zaczęłam się przejmować tym, co na mój temat mówią inni. Im bardziej starałam się nie pokazać, że krytyka, a z czasem po prostu przykre słowa, nie robią na mnie wrażenia, tym bardziej męczyłam się z samą sobą. Nie lubiłam się. Ba! Czasem miałam takie dni, kiedy nie mogłam na siebie patrzeć. Tak zwyczajnie - bo nie byłam zadowolona z siebie, z tego, co robiłam. Nikt nigdy nie powiedział mi, że muszę być najlepsza. Sama sobie to wmówiłam.
Nie trzeba bardzo się starać, by zauważyć jak wygląda świat. Na każdym kroku wmawia się nam, że prawdziwe szczęście znajdziemy tylko wtedy, gdy będziemy dążyć do perfekcji. Perfekcji w gotowaniu. Perfekcji w dobieraniu ubrań. Perfekcji w pracy. W domu. W łóżku. Mamy być nie tylko idealnymi przyjaciółmi, ale także wrogami. Bo bycie idealnym oznacza, że jesteś wyżej. A im wyżej jesteś, tym więcej osób powie Ci, że jesteś lepszy. Nikt nie zapyta, czy jest Ci z tym dobrze - bo po co? Wypracowaliśmy sobie złudne wrażenie, że jeśli jakiejś osobie wiedzie się lepiej niż nam, to to musi być człowiek zadowolony z życia. Spełniony. I nieważne, że wszyscy się nakręcamy, próbując ustawić sobie, a jednocześnie innym, wyżej poprzeczkę. Napędzamy machinę, która wysysa z nas energię, chęć do życia i, jeśli się w tym zapędzimy, miłość do samych siebie.
Nie chcę, żeby wyglądało to jak atak na dążenie do samodoskonalenia. Możecie wierzyć lub nie, ale naprawdę myślę, że nie ma lepszej rzeczy, którą moglibyśmy dla siebie zrobić, niż stawanie się takimi, jakimi chcemy być. Problem pojawia się wtedy, gdy gubimy równowagę. Gdy nasze dążenia przesłaniają nam zdrowy rozsądek, nie są podparte choćby chwilą zastanowienia się. Bo tak naprawdę niemożliwym jest, żebyśmy we wszystkim byli dobrzy. Jeśli ktoś płynnie mówi w pięciu językach, świetnie radzi sobie z prowadzeniem firmy i uczestniczy w każdym wydarzeniu w życiu swoich dzieci, to wielce prawdopodobne, że albo nie jest ekspertem w dziedzinie chemii, albo nie ma sylwetki idealnej. A jeśli mylę się i ta osoba ze wszystkim radzi sobie po mistrzowsku, to pewnie w ogóle nie śpi bądź, co gorsze, czegoś i tak jej w życiu brakuje. Pewnie spokoju. Kolejnych wyzwań. Może zrozumienia albo wsparcia. Nie wyobrażam też sobie, że będąc jednym z kilku miliardów ludzi, znalazłaby się jedna, jedyna osoba, która okazałaby się absolutnym, niepokonanym liderem w czymkolwiek. W świecie tak wielu osobowości, zawsze znajdzie się osoba, która śmiało może z nami konkurować.
Nie można być szczęśliwym, jeśli ciągle czujemy potrzebę udowadniania światu ile jesteśmy warci
![]() |
| źródło: http://www.splitshire.com |

Idealne :-*
OdpowiedzUsuńMiło mi to czytać :*
UsuńW końcu! Jest świetnie i trzymam kciuki za to co będzie dalej! ❤
OdpowiedzUsuńDzięki, dzięki, dzięki! :*
UsuńChyba zostanę fanką!
OdpowiedzUsuńCzekam na autograf w październiku. <3
M.Ż.
Załatwione - autograf z dedykacją :D
UsuńCzytasz mi w myślach... Czuję się jak w jakimś wielkim wyścigu szczurów, gdzie każda osoba stara się być tą najlepszą. Porażki przytłaczają, choć nie są końcem świata. Spada samoakceptacja, czujesz się gorszy. Próbujesz coś udowodnić, choć zaczyna brakować sił. Cieszę się, że założyłaś bloga. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWłaśnie dlatego, mimo że nie jest to łatwe, lepiej dla nas, gdy przestaniemy uczestniczyć w tym wyścigu. Praca dla samego siebie przyniesie lepsze efekty - a przynajmniej staram się w to wierzyć.
UsuńMiło mi - również pozdrawiam :)
Ciekawie i trafnie
OdpowiedzUsuń