"Najszczęśliwszy okres w moim życiu był wtedy, gdy miałem dwanaście lat. Byłem już wystarczająco duży, by cieszyć się światem, lecz nie na tyle dorosły, by rozumieć którykolwiek z jego kłopotów."
- Thomas Alva Edison
Jestem na takim etapie życia, że nie wiem jak mam o sobie mówić - czy jestem jeszcze dzieckiem, czy może już dorosłą? Krępuje mnie, gdy ktoś starszy mówi do mnie "Pani", ale jeśli ekspedientka zwróci się do mnie "na ty", to czuję się znieważona. Lubię, gdy ludzie biorą mnie za kogoś dojrzałego, ale gdy robią to rodzice, ciężko mi ukryć smutek. Bo jak to - to ja nie mogę być traktowana jak córeczka? Muszę być jak... Kobieta? Czuję się, jakbym miała rozdwojenie jaźni i zdecydowanie nie chcę, by któraś ze stron w końcu przeważyła.
Nie wiem co robili mali chłopcy, żeby poczuć się jak dorośli, ale dziewczynki... Która z Was wyciągała buty na obcasie mamy i paradowała w nich przed lustrem? Oczywiście, z czerwoną szminką na ustach i jakąś ogromną biżuterią, która wisiała na dosłownie każdej kończynie. Nie robiłam tego nagminnie, ale gdy już mi się zdarzało, to uwielbiałam myśleć o sobie, że oto jestem - piękna, pewna siebie kobieta, która ma męża i dwójkę dzieci. Kiedy bawiliśmy się grupką w dom, jakoś nie przeszkadzało mi bycie mamą. Bo mogłam rządzić dziećmi, zajmować się domem i w ogóle czułam się taka ważna w tej odsłonie. Potem, gdy miałam około 13 lat, marzyłam, żeby nie obchodzić się ze mną jak z dzieckiem - w końcu byłam taka dojrzała i potrafiłam sama o sobie decydować. I nie wiem kiedy to się stało, ale nagle... Zaczęłam tęsknić za takim traktowaniem. Za brakiem odpowiedzialności. Za małymi elementami, które złożyły się na całe moje dzieciństwo. Dlatego nie czekałam na dzień 18 urodzin jak na błogosławieństwo - fajnie było dostać dowód, robić prawo jazdy, ale strach przed dorosłością był silniejszy. Bo już wiem jak to jest być dzieckiem, ale jak się zostaje dorosłym?
Naprawdę nie lubię tego, że muszę znać się na wszystkim. Muszę wiedzieć jak załatwiać sprawy w urzędach, ugotować obiad dla pięciu osób czy złożyć reklamację, bo nowe spodnie pękły po dwóch dniach. Powinnam wiedzieć kiedy cena bananów jest ok, a kiedy nie warto nawet nie patrzeć, jeśli nie chcę przepłacać. To już nie chodzi o fakt bycia mało rozgarniętym osobnikiem - nagle okazuje się, że musisz zrobić po raz pierwszy coś, co wcześniej zawsze robiono za Ciebie. I to tak, jakbyś tę wiedzę wyssał z mlekiem matki. Odnoszę wrażenie, że wchodzenie w dorosłość to same pierwsze razy. I to tym bardziej przerażające, bo wszystko widzą inni dorośli. Tacy, którzy doskonale sobie ze wszystkim radzą i nie mogą pojąć dlaczego Ty tak nie możesz. Mam szczęście, że jestem studentką, bo na takich jak ja patrzy się trochę przychylniej - może nawet z odrobiną pobłażliwości. Ci, którzy obrali inną drogę, mają ciężej.
W byciu młodym dorosłym beznadziejne jest też to, że kompletnie nie wiesz co Cię czeka. Dopiero wybierasz życiową drogę, poznajesz ludzi, z którymi chcesz dalej iść przez życie i masz masę planów, które czekają tylko na realizację. Jeśli masz dużo szczęścia, wszystko ułoży się tak, jak planowałeś. Jeśli trochę mniej, czeka Cię bolesne zderzenie z rzeczywistością. To nie jest takie łatwe po prostu zacząć nowe życie. Bo nie wiesz kogo spotkasz, komu zaufasz. Nie wiesz czy podjęcie takiej a nie innej decyzji wyjdzie Ci na dobre. Gdy zaczynasz samodzielne życie, jakoś bardziej dociera do Ciebie, że tylko Ty ponosisz odpowiedzialność za każdy krok. Możesz usłyszeć kilka pomocnych rad, ale w ostateczności nikt nie rozwiąże za Ciebie Twoich problemów. Nie ma, że boli - albo się do tego przyzwyczaisz, albo po Tobie. Ale tak naprawdę to nie to jest najgorsze. Najbardziej w dorosłości przeraża mnie fakt, że już nigdy nie będę dzieckiem. Nie chodzi mi o to, że nie można oglądać kreskówek czy pobawić się przed domem lalkami. Prawda jest taka, że to właśnie ostatnie chwile, gdy mamy w sobie nieposkromioną ciekawość świata. Naiwność. Wiarę w to, że możemy wszystko. Każdy kolejny dzień, kolejne rozczarowania, osoby, sytuacje, doprowadzają do tego, że zamykamy dziecięce oczy - przestajemy wierzyć w dobro, w nasze możliwości i nie cieszymy się z drobiazgów tak, jak kiedyś. Nawet szczęśliwy, ufny wobec wszystkich człowiek nie obudzi w sobie głosu 10-latka, a na pewno nie na stałe. I choć świat zawsze był przerażający, teraz już sami musimy zmierzyć się z potworami - nikt nie złapie nas za rękę i nie powie, że będzie dobrze.
To dlatego dziecko ma lepiej - tylko jeszcze o tym nie wie.
![]() |
| źródło: http://www.gratisography.com |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz