Od zawsze uwielbiałam pisać. Tworzenie szkolnych wypracowań niekoniecznie sprawiało mi radość, ale myślę, że moje teksty nie były bardzo złe. Zaczynało się niewinnie - od dziecinnych wierszyków w pierwszych latach podstawówki. Na szczęście, nie chwaliłam się nimi, zwłaszcza że w prawie każdym coś mi nie pasowało, a z czasem, gdy lat mi przybywało, dotarło do mnie, że nie jestem w tym dobra - ani wiersze, ani teksty piosenek (śmiej się, jeśli chcesz, ale miałam kiedyś naiwne marzenie o byciu znanym tekściarzem) nie są moim konikiem. Dlatego w czasie świetności fotoblogów namiętnie wymyślałam pseudofilozoficzne 'notki', co by moje zdjęcia miały choć trochę sensu. Starsza, ale mam wrażenie głupsza, chętnie dzieliłam się - oczywiście w dyskretny, jak wtedy sądziłam, sposób - każdym aspektem mojego życia. Tym, że jakiś chłopak, który mi się podobał, nie zwracał na mnie uwagi. Kłótnią z "najlepszą przyjaciółką". Nawet najmniejsze nieporozumienia pomiędzy mną a rodzicami sprawiały, że miałam okazję wyżyć się w moich postach. Z czasem zmieniłam taktykę - zakładałam kolejne blogi, o których nie mówiłam nikomu i tam się rozpisywałam. Jeśli kiedykolwiek zdarzyło Ci się trafić na bloga 15, 16-latki, to doskonale wiesz jak to wygląda - opisy nudnych dni, użalanie się nad sobą, czysto subiektywne opinie na każdy temat - nawet taki, na którym owa nastolatka kompletnie się nie zna. Ale zawsze coś było nie tak. A to po jakimś czasie moje wypociny przestały mnie satysfakcjonować. A to ktoś nie zgodził się ze zdaniem, które wyraziłam. Przestało mi się podobać publiczne pisanie, a groźba odnalezienia moich tekstów przez znajomych była zbyt duża, żebym dalej chciała to robić. Dlatego też... Przerzuciłam się na pamiętnik. Wiesz - taki zeszyt, który ukrywa się pod stertą niepotrzebnych rzeczy i drży się ze strachu, gdy mama przypadkiem zabierze się za sprzątanie w tym miejscu. To właśnie tam dużo pisałam. Głównie o mnie, ale nie tylko. Jeśli tylko coś mnie zainteresowało, bardzo prawdopodobne, że poświęciłam temu wiele uwagi w dzienniku. Ten stan trwa do dziś i, bardziej lub mniej, regularnie coś tam skrobię. Tyle, że to już dla mnie za mało.
Nie jestem doświadczoną kobietą. Mam niecałe 20 lat. Przede mną dopiero drugi rok studiów. W historii mojego życia nie znajdzie się wiele fascynujących wydarzeń, nie jest to materiał na przebój kinowy. I choć nie jestem najbardziej rozmowną osobą na tej planecie, czasem chcę coś powiedzieć i to niekoniecznie o sobie. Jest trochę kwestii, o których mam swoje zdanie. Postanowiłam więc połączyć moje zamiłowanie do pisania z chęcią uporządkowania myśli. Dlatego tu jesteś. Daję Ci możliwość poznania mojego punku widzenia, poznania mnie poprzez to, co myślę, bądź to, co mi się tylko wydaje. Nie proszę o to, żebyś był moim najwierniejszym czytelnikiem, choć skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie zależy mi na gronie zainteresowanych odbiorców. Chcę jednak, żebyś dał mi szansę. Udzielał się pod kolejnymi postami i wchodził w dyskusję, która może nas wszystkich ubogacić. Być może po jakimś czasie stwierdzisz, że to tylko strata Twojego cennego czasu. Jeśli tak, zrozumiem. Tylko proszę - bądź tu przez jakiś czas. Postaram się nie zawieść.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz